W poszukiwaniu szczęścia... salon fryzjerski - LesioPM

W poszukiwaniu szczęścia... salon fryzjerski

Wizyta u fryzjera, każdy z nas jej doświadczył w swoim życiu z mniejszą lub większą regularnością, wydawałoby się prostą i naturalną czynnością, i w rzeczywistości tak jest, sprawy się nieco komplikują, gdy między ...

4 months ago, comments: 5, votes: 91, reward: $5.02

Wizyta u fryzjera, każdy z nas jej doświadczył w swoim życiu z mniejszą lub większą regularnością, wydawałoby się prostą i naturalną czynnością, i w rzeczywistości tak jest, sprawy się nieco komplikują, gdy między klientem, a fryzjerem występuje utrudniona komunikacja. Generalnie fryzjer to taki człowiek, który w mgnieniu oka zamieni włosy na twojej głowie w istne dzieło sztuki lub jednym cięciem zmusi cię do noszenia czapki w upalne lato. Wbrew powszechnej opinii mężczyźni nie tylko rozmawiają między sobą o piłce nożnej, samochodach i..., również tematem dyskusji w męskim gronie są sprawy związane z wyglądem zewnętrznym, wymieniamy się informacjami o dobrych rzemieślnikach a za takich trzeba uznać fryzjerów i golibrodów. Ale od początku.

barber-3849539_1920.jpg
źródło https://pixabay.com/

Kiedy zaczynałem swoją wojskową karierę to natychmiast po wcieleniu skierowano nas do fryzjera u którego panowała prosta zasada "włosów zostaje tyle ile dasz radę przykryć pod czapką", czyli niewiele. Ale nie narzekałem, a wręcz przeciwnie w ciągłym zabieganiu i pośpiechu było to niezwykle wygodne i użyteczne, tak więc nawet później kiedy już sam mogłem decydować o długości włosów najczęściej wybierałem opcję "na rekruta", z drugiej strony tylko takie strzyżenie miał w swojej ofercie fryzjer w jednostce wojskowej, który wygrywał cenowo z fryzjerami "na mieście".

W chwili gdy po raz pierwszy wyjechałem zagranicę, okazało się, że fryzjer kosztuje majątek i trzeba szukać alternatywy, bo kto normalny zapłaci 15 EUR co 3-4 tygodnie za strzyżenie, gdy wcześniej u wojskowego fryzjera płaciłem 10 PLN. Alternatywą była własna maszynka do strzyżenia, którą kupiłem za około 30 EUR (czyli zwróciła się już po dwóch strzyżeniach) i co dwa tygodnie małżonka za free równo goliła mi głowę, nie do zera, ale bardzo bardzo krótko. Oczywiście moja fryzura nie wyglądała odlotowo, ale w połączeniu z mundurem nie wyróżniałem się z tłumu innych żołnierzy. Takie "Januszowanie" zostało mi do końca wojskowej kariery.

Po zamianie munduru na garnitur doszedłem do wniosku, że fryzura na rekruta nijak się ma do garnituru, a dodatkowo po przeszło osiemnastu latach zapragnąłem zmiany w swoim wyglądzie między innymi zapuszczając włosy. Tak, więc maszynka do włosów poszła w kąt, a ja zacząłem poszukiwania fryzjera, który doprowadzi moje włosy do jako takiego porządku. Muszę przyznać, że był to proces niezwykle trudny z kilku powodów. Zasadniczym problemem była słaba znajomość języka francuskiego z mojej strony, a nieznajomość języka angielskiego po stronie kolejnych fryzjerek i fryzjerów, których spotykałem na swojej drodze. Kolejnym problemem była rotacja pracowników w zakładach fryzjerskich do których chodziłem, zdarzało się kilka razy, że trafiłem na fryzjera, który jako tako rozumiał o co mi chodzi i odpowiednio przycinał włosy, żeby umożliwić ich dalszy wzrost w pożądanym kierunku. Ale co z tego skoro podczas kolejnej wizyty już go nie było, a kolejna osoba już nie miała daru rozumienia i wracałem do punktu wyjścia.

Niestety nie wiem dlaczego, ale w Mons panuje przekonanie wśród fryzjerów, że skoro klient mówi po angielsku to musi być żołnierzem i pomimo próśb i sugestii ze strony klienta serwują mu fryzurę na "amerykańskiego rekruta". Moja nierówna walka trwała blisko dwa lata zanim trafiłem, zupełnie przypadkiem na Jonathana, w niepozornym zakładzie fryzjerskim w centrum handlowym. Jonathan miał tą przewagę nad innymi, że umiał dobrze strzyc i pomimo problemów językowych zrozumiał o co mi chodzi. W ciągu niespełna pół roku sprawił, że mogłem cieszyć się w końcu wymarzoną burzą włosów na głowie. Niestety taki stan rzeczy nie trwał długo, gdyż Jonathan zniknął bez śladu, nie odpowiadał na SMSy, nie można go było zastać w zakładzie fryzjerskim, a inni fryzjerzy z tego zakładu niestety byli bliscy zniszczenia ponad pół roku jego pracy.

123.jpg
ewolucja moich włosów i efekt prawie docelowy dzięki pomocy Jonathana

Zacząłem znowu poszukiwać fryzjera, który zadba o moje włosy. Z poczty pantoflowej otrzymałem namiary na dobrych arabskich fryzjerów, byłem tam dwa razy, pierwszy i ostatni, nie chodzi o samą usługę, ale jakoś nie mogłem się przemóc widząc brzytwę w ręce Araba, który mnie strzygł, dodać należy, że miał niezwykłą wprawę w posługiwaniu się brzytwą, gdyż ponad połowę strzyżenia wykonał wyłącznie używając tego narzędzia. Następnie przez pół roku chodziłem do zakładu fryzjerskiego przeznaczonego głównie dla pań, ale przez problemy językowe nie mogli się mnie pozbyć :). Nie było źle, ale wciąż to nie było to to czego poszukiwałem. Sytuacja zmieniła się wraz z przeprowadzką na drugi koniec miasta, przypadkowo wpadła mi broszurka informacyjna o usługodawcach w tym rejonie i znalazłem tam męski zakład fryzjerski "Rudy's Barber Shop". Zadzwoniłem i umówiłem się na strzyżenie.

rtg.jpg
źródło fan page "Rudy's Barber Shop" na FB, za zgodą właścicieli

Niepozornie z zewnątrz wyglądający zakład fryzjerski i sklep z artykułami do pielęgnacji brody i włosów, w środku okazał się salonem fryzjerskim żywcem przeniesiony z prowincjonalnego amerykańskiego miasteczka. Ciemny wystrój, ciężkie drewniane meble, postarzane fotele, a do tego kolekcja zdjęć właściciela z "jakimiś osobistościami" oraz pół ściany zakrytej amerykańskimi tablicami rejestracyjnymi, wszystko to robi ogromne wrażenie.

gf.jpg
źródło fan page "Rudy's Barber Shop" na FB, za zgodą właścicieli

Ale jak wiadomo do fryzjera nie chodzi się po wrażenia z oglądania jego zakładu, tylko po wrażenia z efektów jego pracy. Na szczęście tak się złożyło, że jedyna pracująca tam kobieta mówiła po angielsku, więc mogłem wytłumaczyć o jaką fryzurę mi chodzi, ona to przekazała fryzjerowi, który mnie strzygł i mistrz wziął się do pracy. Jego ruchy były i wciąż są bardzo powolne, nieśpieszne, jakby od niechcenia, ale efekt jest więcej niż zadowalający. Znalazłem w końcu to czego tak długo szukałem, od przeszło roku chodzę wyłącznie do tego zakładu i strzyże mnie zawsze ten sam człowiek.

Kilka miesięcy temu w centrum miasta został otworzony salon fryzjerski i pub w jednym, wydawałoby się idealne połączenie dla kogoś takiego jak ja, ale jakoś nie odważyłem się skorzystać z ich usług. A co Wy sądzicie o takim połączeniu?

vfrt(1).jpg
źródło fan page "CutShop Mons" na FB, za zgodą właścicieli

rtre(1).jpg
źródło fan page "CutShop Mons" na FB, za zgodą właścicieli

Wbrew pozorom jestem tradycjonalistom i przywiązuje się do miejsc i ludzi, więc pozostanę przy sprawdzonym zakładzie fryzjerskim u "Rudy'ego", szczególnie, że bardzo odpowiada mi atmosfera i poziom świadczonych w salonie usług.


You can login with your Steem account using secure Steemconnect and interact with this blog. You would be able to comment and vote on this article and other comments.

Login with Steemconnect

Reply

Comments

No comments