Podrzuciłem śmieci...

Kilka dni temu @ilodz24hd opisał w poście Śmieci, śmieci oddam za darmo! swoje perypeti...

3 months ago, comments: 8, votes: 100, reward: $2.30

Kilka dni temu @ilodz24hd opisał w poście Śmieci, śmieci oddam za darmo! swoje perypetie ze śmieciarzami, przypomniało mi to moją historię ze śmieciami, która wydarzyła się dziesięć lat temu, krótko po moim przyjeździe do Belgii.

garbagebag850874_1920.jpg
Image by cocoparisienne from Pixabay

Pod koniec czerwca 2009 roku zostałem skierowany do Belgii w celu pełnienia dalszej służby, na początku lipca wynająłem ładne mieszkanie w Saint-Ghislain vis a vis dworca. Gdy podpisywałem umowę najmu z właścicielem zapomniałem dopytać o sprawę śmieci, sądziłem po prostu, że podobnie jak w Polsce, gdzieś nieopodal bloku jest śmietnik, gdzie będę mógł swoje śmieci wyrzucić.

Sprawa skomplikowała się kilka dni później, gdy śmieci już kolokwialnie "wychodziły" z kosza i trzeba było je wyrzucić. Rozejrzałem się wkół bloku, ale żadnego śmietnika nie znalazłem, zadzwoniłem więc do właściciela, który uświadomił mnie, że śmieci zabierane są określonego dnia raz w tygodniu sprzed bloku. Dzień zbiórki miał być na szczęście następnego dnia, więc jaki inni mieszkańcy bloku wyniosłem i postawiłem swoje śmieci na placu przed blokiem, z racji, że lubię się wyróżniać moje śmieci były zapakowane w dwie żółte reklamówki znanego dyskontu.

Jakież było moje zdziwienie następnego dnia rano, gdy zobaczyłem, żena placu na którym wczoraj piętrzyły się worki ze śmieciami, wszystkie worki zniknęły... oprócz moich charakterystycznych reklamówek z Biedronki. Pomyślałem sobie WTF, dlaczego ich nie zabrali. Zabrałem reklamówki sprzed bloku i tymczasowo schowałem je w piwnicy, po czym pojechałem do pracy, gdzie wyżaliłem się współpracownikom swoim problemem. Pracowała ze mną Ann-Marie belgijka polskiego pochodzenia, która słabo, ale mówiła po polsku. Tak więc Ann-Marrie powiedziała mi: "musisz kupić białe worki, bo tylko w takich workach zabierają śmieci". Pomyślałem sobie skoro to jest tylko taki problem, że mają awersję do portugalskiego dyskontu to nie ma sprawy, poszedłem do sklepu i kupiłem pierwsze lepsze "białe worki" (30 szt za około 1,50 EUR). Przepakowałem śmieci i tydzień później określonego dnia wystawiłem je znowu na plac przed blokiem.

Rano, gdy tylko się przebudziłem pobiegłem do okna, żeby zobaczyć czy zabrali śmieci, oczywiście zabrali wszystkie oprócz moich trzech worków. Ręce mi opadły, nie wiedziałem co mam zrobić, podobnie jak @ilodz24hd czułem się specjalnie pomijany. Od kogoś dowiedziałem się, że w każdej gminie jest "Parc à conteneurs", czyli wysypiska śmieci, gdzie można samemu zawieźć śmieci. Odnalazłem w internecie, gdzie jest najbliższe wysypisko i następnego dnia zapakowałem worki ze śmieciami do samochodu i pojechałem tam.

garbage413757_1920.jpg
Image by Pere Serrat from Pixabay

Kiedy dojechaliśmy na miejsce to okazało się, że "Parc à conteneurs" to nie jest klasyczne wysypisko śmieci, tylko miejsce segregacji i deponowania śmieci różnych od zwykłych, moje śmieci zakwalifikowane jako "mélangées", czyli mieszane nie mogą być tu wyrzucone, gdyż takie śmieci są zbierane spod domów przez śmieciarzy. No ale przecież moich nikt nie zabrał już drugi tydzień, co więc mam z nimi zrobić? Okazało się, że wspomniane przez moją koleżankę "białe worki" to nie są zwykłe worki na śmieci tylko worki sprzedawane przez firmę komunalną (10 szt kosztuje 10 EUR). Firma sprzątająca jest zobowiązana zbierać z ulicy wyłącznie ich worki, wszystkie inne śmieci natomiast zostawiają.

No dobra sprawa się wyjaśniła, ale śmieci, które miałem już od dwóch tygodni zaczęły intensywnie śmierdzieć, a do piwnicy gdzie je trzymałem przywędrowały mrówki, musiałem więc pozbyć się tych śmieci natychmiast. W bazie, gdzie pracuję oprócz budynków z biurami są również bloki i domki mieszkalne, gdzie mieszkają żołnierze z rodzinami na czas służby w Mons, jest to jedno z niewielu miejsc w Belgii, do którego segregacja śmieci jeszcze nie dotarła. Postanowiłem więc, że tam pozbedziemy się naszych śmieci. Pod pozorem odwiedzin u kolegi zaparkujemy w miarę blisko pojemnika na śmieci i gdy nikt nie będzie widział wyrzucimy nasze nieszczęsne worki ze śmieciami do kontenera. Operacja zakończyła się sukcesem, akurat jak przyjechaliśmy nikogo nie było w okolicy, więc w pośpiechu wysiedliśmy z samochodu i szybko wrzuciliśmy worki do pojemników, a następnie nie oglądając się za siebie szybko poszliśmy do kolegi z wizytą.

Po chwili, kiedy byliśmy już w mieszkaniu kolegi, ktoś zapukał w okno (mieszkanie na parterze), kolega otworzył, a na zewnątrz stał bardzo postawny "murzyn", który zapytał kolegi "czy może wie, kto jest właścicielem tamtego samochodu?" i wskazał mój samochód. Oblał nas zimny pot, złapali nas na gorącym uczynku, co za wstyd... Spojrzeliśmy po sobie z konsternacją i strachem, mieliśmy ochotę zaprzeczyć, ale "murzyn" kontynuował, że "przy samochodzie leży czyjś portfel i podejrzewa, że należy on do właściciela auta". W takich okolicznościach przyznałem się, że to mój samochód i wyszedłem po portfel, który przy nim otworzyłem i potwierdziłem pokazując mu dowód osobisty, że to mój portfel. Cały czas bałem się, że jak tylko sprawa z portfelem się wyjaśni to "murzyn" zapyta o śmieci, ale na szczęście tak się nie stało. Upiekło mi się.

Oczywiście jeszcze tego samego dnia kupiliśmy właściwe "białe worki" na śmieci, a także odpowiednie "niebieskie worki" na plastyki i puszki. Co do tej przygody i podrzucenia śmieci na inne osiedle, to na swoje usprawiedliwienie mam, że była to jednostkowa akcja i nigdy więcej się nie powtórzyła. Wkurzają mnie natomiast sytuacje jakie obserwuję nagminnie na swoim osiedlu w Polsce, gdy widzę innych ludzi spoza naszego osiedla, którzy jadąc na supermarketu po drodze zatrzymują się i wyrzucają śmieci do naszego śmietnika, za które my później płacimy. Zadaję sobie wtedy pytanie "czy naprawdę ludzie, których stać na postawienie domu za grubo ponad pół banki pod miastem, nie mają już parę złotych na dodatkowy pojemnik na śmieci?"