Neapolitańskie przedszkole, czy obóz przetrwania - LesioPM

Neapolitańskie przedszkole, czy obóz przetrwania

Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego pojawiło się wiele postów, w których chwalicie się pierwszymi krokami swoich dzielnych przedszkolaków z dala od maminej spódnicy, czy tatowej opieki. Tak się składa, że ten okres ...

12 days ago, comments: 7, votes: 162, reward: $4.39

Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego pojawiło się wiele postów, w których chwalicie się pierwszymi krokami swoich dzielnych przedszkolaków z dala od maminej spódnicy, czy tatowej opieki. Tak się składa, że ten okres mamy już dawno za sobą, ale każdy z "przedszkolnych postów" przywołuje wspomnienia, kiedy to nasza obecnie już dorosła córka stawiała pierwsze kroki w "Biedronkach" (nie chodzi o popularny dyskont).

crayon215873_1280.jpg
Obraz PublicDomainPictures z Pixabay

Polskie przedszkole

Jako rezolutna trzy latka we wrześniu chętnie ruszyła do przedszkola, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że za niespełna 3 miesiące wyjadę do Włoch, a żona z córką dołączą do mnie parę miesięcy później. Przedszkole dosłownie sąsiadowało z naszym podwórkiem, więc już nie raz czy dwa widziała bawiące się za płotem dzieci, nie mogła się wręcz doczekać, kiedy ona będzie tam mogła się pobawić. W przedszkolu nie było z nią żadnych problemów, często zdarzało się, że to ona pocieszała inne dzieci, które płakały za mamą, czy tatą, niestety nie było dane jej skończyć pierwszego roku, bo na początku marca wyjechała z nami do Włoch.

Od samego początku jak rozgościliśmy się w Neapolu, to mieliśmy przeświadczenie, że córka będzie chodziła do przedszkola, pomimo tego, że żona nie pracowała tylko zajmowała się domem, to chcieliśmy, żeby córka miała kontakt z rówieśnikami, przy okazji nauczyła się trochę włoskiego. Namówiliśmy znajomych, żeby wysłali swojego o rok młodszego syna również do przedszkola, dzięki czemu córka nie będzie taka samotna. Przedszkole było w tej samej miejscowości, oddalone od naszego domu o około 5 km. Z racji, że żona nie miała wtedy prawa jazdy to wyniknął problem dowożenia i odbioru córki z przedszkola, ale szybko okazało się, że za dodatkową opłatą można korzystać z transportu oferowanego przez przedszkole.

Transport

Pierwszego dnia opiekunka przyjechała w umówione miejsce, żeby zabrać córkę do przedszkola minivanem (bodajże Chrysler Voyager), była pierwszym dzieckiem, później po drodze wsiadło jeszcze siedmioro dzieci. Tak wiem, że ten samochód jest zarejestrowany na siedem osób, ale w mniemaniu neapolitańczyków chodzi o osoby dorosłe i oczywiście nikt nie zawracał sobie głowy takimi przyziemnymi sprawami jak fotelik bezpieczeństwa. Generalnie często widzieliśmy na drogach rodziny z dwójką dzieci w Smartach, jeszcze zanim Smart ForFour wszedł do produkcji, po prostu dzieci siedziały w bagażniku i tylko im główki wystawały przez tylna szybę.

Pierwszego dnia wszystko było dla córki nowe więc na nic nie narzekała. Pokaz z minivanem był tylko pierwszego dnia, gdyż następnego dnia opiekunka podjechała po córkę Fiatem Panda (tym starym) i oczywiście po drodze zebrała pozostałe sześcioro innych dzieci. Po kilku dniach córka zaczęła narzekać na te dojazdy, gdyż od wyjścia z domu dopiero po godzinie była w przedszkolu, jak się okazało opiekunka po drodze zajeżdżała jeszcze na kilka minut do baru na obowiązkową kawę i ploteczki. Zgłosiliśmy to dyrekcji przedszkola, co poskutkowało tym, że córka była zabierana jako ostatnia i w przedszkolu była pół godziny później, bo oczywiście na drodze wciąż był bar z kawą i plotkami. Po nieco ponad miesiącu skończyliśmy ten niebezpieczny eksperyment transportowy, gdyż dogadaliśmy się ze znajomymi, którzy mieli dziecko w tym samym przedszkolu i córka jeździła i wracała z nimi.

children1720484_1920.jpg
Obraz Jess Foami z Pixabay

Neapolitańskie przedszkole

Było to prywatne przedszkole, za które płaciliśmy w 2003 roku porównywalnie do tego co płaci teraz @baro89. Standard przedszkola zdecydowanie odbiegał od znanych nam z Polski standardów, po pierwsze, przy przedszkolu nie było żadnego placu zabaw, dzieci całe dnie spędzały w czterech ścianach, po drugie, leżakowanie, nie wiem czy jest wciąż praktykowane w Polsce, ale wtedy było, natomiast we Włoszech gdy córka powiedziała przedszkolance, że chciałaby się położyć, co zwykła robić około południa, to ta wskazała jej materac gimnastyczny w rogu sali i tam mogła się zdrzemnąć, co też robiła, inne zmęczone zabawą dzieci podobnie.

Kolejna sprawa to wyżywienie, córka przyzwyczajona była z polskiego przedszkola, że II śniadanie i obiad zjada w przedszkolu, natomiast we włoskim przedszkolu wyglądało to zgoła odmiennie. Generalnie włosi do południa jedzą niewiele, zwykle na śniadanie cornetto zapijają kawą i pierwszym posiłkiem jest lunch około południa. Ale moja córka to nie Włoszka, więc chciała zjeść II śniadanie więc musiała je sobie przynieść z domu w lunchboxie, w przedszkolu dostawała tylko obiad, czyli lunch. Co więcej po powrocie z przedszkola wystarczało jedno spojrzenie na jej twarz, żeby było wiadomo co miała na lunch, zawsze była umazana różnokolorowym sosem od pasty (makaronów). W przedszkolu nie było zwyczaju, żeby dzieci szły umyć ręce i buzię, przed posiłkiem, czy po posiłku, tak więc wracała do domu z resztkami posiłków na buzi, oczywiście o plamach na ubraniach nie wspominam.

Zakończenie

Wiem, że może to wyglądać bardziej jak obóz przetrwania niż przedszkole, ale tak właśnie wyglądało przedszkole w Neapolu, do którego moja córka chodziła przez pół roku. Zrezygnowaliśmy z kontynuowania tego eksperymentu, chociaż były plus w postaci nauki języka włoskiego, z konieczności opanowała go już dość dobrze, ale ten jeden plus nie mógł przeważyć dziesiątków minusów. Gdy ją wypisywaliśmy z przedszkola to właścicielka była skłonna obniżyć o 50% opłatę miesięczną, żeby tylko nasza córka została, nie docierało do niej, że aspekt finansowy wcale nie zaważył na naszej decyzji.

W ten sposób skończyła się przedszkolna przygoda naszej córki, bynajmniej we Włoszech, bo po powrocie do Polski poszła jeszcze do zerówki w przedszkolu. Przez resztę pobytu we Włoszech jej jedynym kontaktem z przedszkolem były powtórki "Domowego przedszkola" w TVP, dla młodzieży przypomnienie, że dawno dawno temu, kiedy telewizja publiczna była mniej misyjna, był taki program w TVP1, ale wtedy telewizja nie puszczała w paśmie porannym powtórek tureckich seriali o sułtanach i ich haremach.


You can login with your Steem account using secure Steemconnect and interact with this blog. You would be able to comment and vote on this article and other comments.

Login with Steemconnect

Reply

Comments

No comments